a
data wydruku: 2026-04-08 13:00:35
BOGUCHWAŁA OFICJALNY SERWIS INFORMACYJNY

Gmina Boguchwała

e-mail: um@boguchwala.pl www: boguchwala.pl

Sport

Odszedł Adam Sandurski - duma Zarzecza i legenda polskich zapasów.

Są ludzie, których obecność wydaje się czymś naturalnym – jakby byli stworzeni do wielkości. Gdy odchodzą, pozostawiają po sobie nie tylko wspomnienie sukcesów, lecz także poczucie pustki.
W wieku 73 lat w niemieckim Witten zmarł Adam Sandurski – legenda polskich zapasów, medalista olimpijski, człowiek- orkiestra. Dla mieszkańców Gminy Boguchwała był jednak przede wszystkim jednym z nich – chłopakiem z Zarzecze, który sięgnął po sportową nieśmiertelność. Choć ostatnie lata życia spędził poza granicami kraju, wielokrotnie podkreślał: – „Mieszkam w Niemczech, ale cały czas czuję się rzeszowianinem.” Te słowa najlepiej oddają jego przywiązanie do rodzinnej ziemi. 

Siła zrodzona z pracy.

Miał 214 centymetrów wzrostu i ważył 135 kilogramów. Potężna sylwetka i herkulesowa krzepa przyniosły mu przydomek „Olbrzym z Rzeszowa”. Jednak jego siła nie była wyłącznie darem natury – hartowała się w codziennej, ciężkiej pracy: na roli, w zakładzie przewijającym silniki elektryczne, w żwirowni. Gdy był dzieckiem, nic nie zapowiadało, że osiągnie wzrost olbrzyma. Wyróżniała go jednak ponadprzeciętna siła. Intensywnie zaczął rosnąć dopiero w okresie dojrzewania, przed dwudziestym rokiem życia. Rodzinne gospodarstwo i ciężka praca fizyczna szybko zahartowały jego charakter. Wraz z ojcem i starszym bratem ładował żwir na przyczepy – surowiec pochodził ze żwirowni nad Wisłokiem. Gdy inni posługiwali się łopatami, on używał największej dostępnej szufli, bo zwykłe narzędzia były dla niego po prostu za małe. Ta codzienna, mozolna praca budowała fundament siły, która później imponowała na matach całego świata.

Do sportu trafił późno. Wcześniej próbował swoich sił w koszykówce, grając w klubie Resovia, lecz to mata zapaśnicza stała się jego przeznaczeniem. Namówiony przez trenera Jana Małka, rozpoczął treningi w Stali Rzeszów – i wkrótce rozpoczęła się droga, która zaprowadziła go na olimpijski piedestał.

Król wagi superciężkiej.

Od końca lat 70. niepodzielnie panował w wadze superciężkiej w Polsce. Ośmiokrotny mistrz kraju, wielokrotny medalista mistrzostw Europy i świata, stał się symbolem siły i niezłomności. W pierwszej połowie lat 80. regularnie przywoził medale z najważniejszych imprez międzynarodowych. Dwukrotnie sięgał po wicemistrzostwo świata, zdobył brąz czempionatu globu, wywalczył srebro mistrzostw Europy oraz pięć brązowych medali tej rangi. Niemalże tradycją stało się także jego zwycięstwo w plebiscycie „Nowin” na najpopularniejszego sportowca Polski południowo-wschodniej – cztery razy z rzędu. Był twarzą sportu regionu, jego dumą i wizytówką.

 Olimpijski brąz – medal z charakterem.

Najcenniejszym trofeum w jego dorobku pozostaje brązowy medal wywalczony w roku 1980 podczas Igrzysk Olimpijskich w Moskwie. Wówczas wygrał cztery walki, imponując siłą
i determinacją. W półfinale uległ legendarnemu Sosłanowi Andijewowi, a w decydującym pojedynku o srebro minimalnie przegrał z Węgrem Józsefem Ballą. Brąz olimpijski był jednak medalem z charakterem – wywalczonym w wielkim stylu, w czasach, gdy sport splatał się
z wielką polityką. W 1984 roku, będąc – jak sam podkreślał – w życiowej formie, nie mógł wystąpić na igrzyskach. „To był mój czas. Czas na olimpijskie złoto. Ogromna szansa przepadła” – mówił z goryczą. Mimo to pozostał symbolem epoki – sportowcem, który swoją postawą budował szacunek do biało-czerwonych barw.

 Człowiek większy niż wzrost.

Jednak wielkość Adama Sandurskiego nie mierzyła się wyłącznie centymetrami i medalami.

W 1984 r. reżyser Jacek Bławut nakręcił krótki dokument o życiu mistrza zatytułowany „Superciężki”. Kariera filmowa rozwinęła się na dwa kolejne filmy: „W starym dworku, czyli niepodległość trójkątów (1985) oraz „Afonia i pszczoły” (2009).

W pamięci kolegów i kibiców zapisał się jako człowiek serdeczny, skromny, zawsze gotowy do pomocy. Dla wielu Autorytet, przez duże „A”, stał się inspiracją dla wielu. Dobry duch reprezentacji. Dla mieszkańców Zarzecza i całej gminy pozostanie dowodem, że z małej miejscowości można wyruszyć w świat i zapisać się złotymi zgłoskami w historii polskiego sportu. Olbrzym odszedł. Pozostała legenda.